Developed by JoomVision.com

swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów

swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów

swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów

swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów

swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów

swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów

swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów

swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów

swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów

swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów

swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów

swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów

swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów

swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów

swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów

swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów
Legendy i zwyczaje Legendy i podania Legenda o zbóju Madeju

Legenda o zbóju Madeju

madejsmPrzez świętokrzyskie lasy prowadził kiedyś szlak kupiecki. Przewożono nim towary, jednak z czasem takie wyprawy stawały się coraz mniej bezpieczne. Pewnego dnia jechał tym szlakiem Walek. Zauważył w lesie maliny i postanowił zebrać ich trochę dla małżonki, która niebawem miała powić mu dziecko. Chodził tak od krzaczka do krzaczka i w końcu zabłądził. Na dodatek wóz ugrzązł w błocie i nijak nie mógł go wydobyć. Wtedy pojawił się diabeł. Namówił Walka, aby podpisał cyrograf, obiecując:

- Nie wezmę twej duszy, ale coś, co masz w domu, o czym nie wiesz, no i pomogę ci odjechać. – Walek się zgodził, podpisał cyrograf. Diabeł wyciągnął wóz z błota, po czym zniknął z podpisaną umową, a Walek wrócił do domu.

– Masz syna – przywitała go żona, z maleństwem na rękach. Walek wtedy przypomniał sobie słowa umowy, którą z diabłem podpisał. Zrozumiał, że to był cyrograf na syna. Modlił się gorliwie z nadzieją, że jego modlitwy umowę z diabłem unieważnią. Tak mijały lata. Mały Bolko, syn Walka i Hanusi, podrósł. Był tak samo pobożny jak jego rodzice. Chodził do szkółki kościelnej, by kiedyś przyjąć święcenia. Wtedy to ojciec wyjawił mu swój sekret, błagając syna o wybaczenie.

– Pójdę odebrać ten cyrograf – oznajmił Bolko, wziął w torbę wodę święconą, kropidło i kredę, po czym ruszył przed siebie. Na drodze w lesie stanął przed nim olbrzymi mężczyzna z maczugą w ręku. To był Madej, zbój nad zbóje. Bolko pokłonił się grzecznie, przedstawił, opowiedział o cyrografie i swoim zamiarze. Zbój, usłyszawszy, że chłopiec idzie do piekła, poprosił, aby rozejrzał się, co też diabli dla niego szykują, bo złe życie prowadził. Długo Bolek wędrował, aż w końcu znalazł się u bram piekieł.Wyjął z torby kropidło, i wrota same się otworzyły. Wszedł, a że diabły bały się święconej wody, oddały cyrograf.

– Zabieraj papier i znikaj z mego piekła, bo cię na madejowe łoże poślę – rzekł sam Lucyper.

- Madejowe łoże? – i wtedy Bolko przypomniał sobie o obietnicy danej zbójowi. Władca piekieł, chcąc przestraszyć młodzieńca, wskazał miejsce, gdzie stało madejowe łoże. Było ogromne, z pasami i klamrami, śrubami, najeżone ostrymi narzędziami, podgrzewane ogniem piekielnym od dołu, a od góry - gorącą smołą spryskiwane. Przerażony Bolko przeżegnał się i uciekł z piekła, by już więcej urządzeń nie oglądać. Nie umiał się cieszyć z odzyskania cyrografu, kiedy takie męczarnie czekały Madeja.

- Okrutne katusze ci tam szykują – powiedział młodzieniec do zbója.

– Nie chcę tam iść, ratuj – prosił Madej. Bolko nakazał Madejowi rozdać zbójeckie zdobycze, potem wsadzić maczugę w ziemię i podlewać, chodząc do strumyka na kolanach. Niezbyt podobał się zbójowi ten pomysł, ale łoża w piekle bardziej się obawiał niż zadanej pokuty. Postanowił ją wypełnić. Bolko, szczęśliwy, że tak groźnego zbója na dobrą drogę nawrócił, poszedł do domu.

Pobożność i mądrość Bolka znana była wszędzie, a że poświęcił się całkowicie swemu powołaniu, szybko został biskupem. Pewnego dnia wybrał się wraz z kapłanami do jednej z parafii. Gdy jechali przez las, niezwykły zapach do nich dotarł. Bolko polecił zatrzymać pojazd.

- Odpoczniemy trochę i może dowiemy się, cóż to za zapach – zaproponował jeden z duszpasterzy, wszyscy rozeszli się po okolicy. Po chwili jeden z kapłanów oznajmił, że to jabłoń taką woń rozsiewa. Bolko był niezmiernie ciekaw drzewa. Poszedł je zobaczyć i aż westchnął z zachwytu, bo dawno nie widział tak dorodnej jabłoni, obsypanej owocami, pod ciężarem których gałęzie uginały się aż do samej ziemi. Gdy chciał jeden owoc zerwać, poruszył gałąź i ujrzał klęczącego starca, który zażarcie modlił się pod drzewem.

- Madej? – skojarzył Bolko - Postarałeś się i drzewko ci za to dziękuje dorodnymi owocami, a dla mnie jest to znak, żeś gotów do rozgrzeszenia, tylko musisz się wyspowiadać. Madej wzruszył się słowami biskupa, przeżegnał się z pokorą i zaczął wyznawać grzechy. Kiedy wyznał grzech, jabłko spadło na ziemię. Wyznał kolejny, następne jabłko spadło. Tak było ze wszystkimi owocami jabłoni. Gdy zbój skończył się spowiadać, biskup zwrócił się do niego:

- Te jabłka to twoje grzechy, cała polana jest nimi pokryta, a jabłoń aż odetchnęła, że nie dźwiga już tego ciężaru.

- Wiele zła uczyniłem w swym życiu i szczerze tego żałuję – zbój uderzył się w pierś, a gdy dostał rozgrzeszenie, jabłka zamieniły się w motyle, które radośnie latały nad polaną.

- Twoje winy zostały odpuszczone, Madeju – powiedział biskup, patrząc na kolorowe owady. Madej westchnął z ulgą, po czym jego ciało zamieniło się w proch, a zbawiona dusza - w pięknego białego gołębia, który wzbił się prosto do nieba. Biskup Bolko modlił się potem za madejową duszę w każdym kościele, dziękując Bogu za łaskę, jaką okazał wielkiemu grzesznikowi, który okazał skruchę.

Tak zakończyła się historia zbója, który grasował niegdyś w świętokrzyskich lasach. Do dziś pozostała po nim jaskinia w okolicach Łagowa, „Zbójecką” nazwana, i wspomnienie madejowego łoża, jako przestrogi przed czynieniem zła.

Prawa autorskie

Logo serwisuWszelkie prawa do zamieszczanych w serwisie zdjęć i tekstów należą do ich autorów. Wykorzystanie do celów druku i kopiowanie na inne strony internetowe zdjęć i tekstów zamieszczonych w serwisie możliwe jest jedynie po otrzymaniu pisemnej zgody autora.

Kontakt z serwisem

Chcesz skontaktować się z autorem tekstu, masz swoją ciekawą propozycję, która może wzbogacić serwis swietokrzyskie.org.pl lub zauważyłeś gdzieś błąd w tekście? Daj nam o tym znać. Na Wasze maile postaramy się odpowiedzieć jak to tylko będzie możliwe, jednak w terminie nie dłuższym niż 24 godziny.

kontakt@swietokrzyskie.org.pl

Jesteś w: Start Legendy i zwyczaje Legendy i podania Legenda o zbóju Madeju