Developed by JoomVision.com

serwis internetowy dla turystów serwis internetowy dla turystów

serwis internetowy dla turystów serwis internetowy dla turystów

serwis internetowy dla turystów serwis internetowy dla turystów

serwis internetowy dla turystów serwis internetowy dla turystów

serwis internetowy dla turystów serwis internetowy dla turystów

serwis internetowy dla turystów serwis internetowy dla turystów

serwis internetowy dla turystów serwis internetowy dla turystów

serwis internetowy dla turystów serwis internetowy dla turystów

serwis internetowy dla turystów serwis internetowy dla turystów

serwis internetowy dla turystów serwis internetowy dla turystów

serwis internetowy dla turystów serwis internetowy dla turystów

serwis internetowy dla turystów serwis internetowy dla turystów

serwis internetowy dla turystów serwis internetowy dla turystów
Czech English French German Hungarian Italian Russian Slovak Spanish Ukrainian

Wielka ucieczka

PDFDrukujEmail

Partyzant z bronią29 listopada 1942 r. z kieleckiego więzienia uciekło kilkunastu więźniów aresztowanych przez gestapo. Wyszli przez bramę, prowadzeni przez więźnia w mundurze gestapowca. Mundur zdobyli napadając wcześniej na jednego ze strażników. Brawurowa ucieczka 15 więźniów stała się głośna w całej Polsce, wiadomość o niej szybko przekazano do Londynu. Kim byli więźniowie, którzy ją przeprowadzili? Jak potoczyły się ich losy?

Gość z Sandomierza

Do powstającego Ośrodka Myśli Patriotycznej i Obywatelskiej w Kielcach, który ma siedzibę właśnie w murach kieleckiego więzienia, zgłosił się dr Piotr Sobolewski, mieszkaniec Sandomierza, by podarować wspomnienia ojca z zesłania na Syberii. Poinformował również, że przygotowuje książkę poświęconą stryjowi, Januszowi Jerzemu Sobolewskiemu ps. ”Jurek” i „Sandomierzanin”, żołnierzowi AK, który zginął w Powstaniu Warszawskim. Jak się okazało, Janusz Sobolewski był jednym z uczestników sensacyjnej ucieczki. Kiedy z Kielc wrócił do Sandomierza, opowiedział o niej swojemu ojcu, Wincentemu Sobolewskiemu, sandomierskiemu lekarzowi i oficerowi Wojska Polskiego.

Jak uciekli?

Janusz SobolewskiJanusz Sobolewski tak opowiadał ojcu o swojej ucieczce: „Dziesięciu z nas stanęło w szeregu i poszliśmy korytarzem, a on za nami. (…) Przechodząc obok Hansa wysoki chłopak nagle skoczył i przydusił go do podłogi. Szybko podążyliśmy z pomocą. Zatkaliśmy draniowi całą mordę ręcznikiem, żeby nie krzyczał, przy sposobności wybiliśmy mu zęby, zdjęliśmy z niego ubranie, odebraliśmy mu rewolwer, klucze do drzwi i samego pozostawiliśmy związanego w ustępie. Zabijać nie chcieliśmy, bo przecież gestapowcy za jednego zabitego mogli rozstrzelać kilkudziesięciu Polaków.
„Marynarz” ubrał się w ubranie gestapowca, wziął rewolwer i poszedł pierwszy w kierunku wyjścia. Aby się wydostać z więzienia, trzeba było pokonać cztery bramy. Tyle bram, nas więźniów politycznych, dzieliło od ulicy i wolności. Trzeba było także pokonać wielu uzbrojonych w ręczne oraz maszynowe karabiny strażników. „Marynarz” poszedł bardzo wolno korytarzem i podszedł do żelaznej kraty. Ostro w nią zastukał i głośno zawołał po niemiecku na strażnika.
Strażnik zobaczywszy człowieka w mundurze podbiegł i nie przyglądając się zbytnio, otworzył kratę. Nie zdążył nawet krzyknąć, jak był w naszych rękach. Rozprawiliśmy się z nim prędko i zakneblowanego i związanego zanieśliśmy do ustępu i położyliśmy obok gestapowca. Nakazaliśmy mu leżeć spokojnie, bo inaczej go zastrzelimy. Dla postrachu marynarz pokazał mu rewolwer i przystawił mu lufę do głowy.
Na drugim korytarzu była dyżurka, a w niej czterech niemieckich strażników. Wpadliśmy tłumnie do niej i szybko rozprawiliśmy się z Niemcami. Strażnicy właśnie grali w karty, a karabiny stały w kącie. Niemcy nie zdążyli nawet podnieść się z krzeseł, a już byli obezwładnieni. Teraz byliśmy już uzbrojeni i powiedzieliśmy sobie, że łatwo się nie damy. Strażników związaliśmy i zakneblowaliśmy, rozbiliśmy znajdujący się w dyżurce telefon. Czterech moich towarzyszy przebrało się w mundury strażników i wdarliśmy się do wartowni, gdzie siedziało około dziesięciu strażników.
– Hende hoch! – krzyknęliśmy, celując w nich zdobycznymi karabinami. Niemcy zupełnie zbaranieli i podnieśli ręce do góry. Zabraliśmy z wartowni kilkanaście karabinów i jeden ręczny „rozpylacz”. Potem powiązaliśmy strażników ich własnymi koszulami i również zakneblowaliśmy, ułożyliśmy ich na podłodzie i zamknęliśmy wartownię. Obezwładnienie strażnika, który stał na podwórzu przy bramie prowadzącej na ulicę, poszło już bardzo łatwo. Odebraliśmy mu broń i klucze do bramy. Drogę mieliśmy wolną…”.

Kim byli?

Janusz Jerzy Sobolewski po ucieczce z kieleckiego więzienia i pobycie u ojca w Tuczępach koło Szydłowa (adres Sobolewskich w Sandomierzu był spalony) wyjechał do Warszawy i podjął studia medyczne na tajnych kompletach. Nadal działał w konspiracji, był żołnierzem AK ps. „Jurek”. 26 października 1943 r. został ponownie aresztowany i osadzony w więzieniu na Pawiaku, później w więzieniu przy ulicy Gęsiej, skąd zbiegł 23 listopada 1943 r. W Powstaniu Warszawskim walczył na Woli i na Starym Mieście w Oddziale Specjalnym Komendy Głównej Narodowej Organizacji Wojskowej, nazywanym „Tygrysy Woli”. Ciężko ranny, zmarł 27 sierpnia 1944 r. w szpitalu powstańczym.
Informacje o sensacyjnej ucieczce uzupełnił Jerzy Krauze z Warszawy, więzień kieleckiego więzienia gestapo w latach 1941-1942. Okazało się, że jej organizatorem był Stanisław Depczyński, przedwojenny policjant z Morawicy, po wojnie używający nazwiska Bogdan Olesiński. Jego relacja jest identyczna z opublikowaną kilkadziesiąt lat później relacją Janusza Sobolewskiego. Po wojnie spotkał się z red. Longinem Kaczanowskim z „Przemian”, któremu podał kilka nazwisk uciekinierów z kieleckiego więzienia: Radomski, Sokalski, Sawicki (fałszywe nazwisko Janusza Sobolewskiego), Cendrowski, Bojanek, Dłużewski, Skibiński. Kim byli pozostali uczestnicy ucieczki – nie wiadomo.

ucieczka z kieleckiego więzienia

Prawa autorskie

Logo serwisuWszelkie prawa do zamieszczanych w serwisie zdjęć i tekstów należą do ich autorów. Wykorzystanie do celów druku i kopiowanie na inne strony internetowe zdjęć i tekstów zamieszczonych w serwisie możliwe jest jedynie po otrzymaniu pisemnej zgody autora.

Kontakt z serwisem

Chcesz skontaktować się z autorem tekstu, masz swoją ciekawą propozycję, która może wzbogacić serwis swietokrzyskie.org.pl lub zauważyłeś gdzieś błąd w tekście? Daj nam o tym znać. Na Wasze maile postaramy się odpowiedzieć jak to tylko będzie możliwe, jednak w terminie nie dłuższym niż 24 godziny.

kontakt@swietokrzyskie.org.pl

Jesteś w: Start Publicystyka Wielka ucieczka